wtorek, 29 kwietnia 2014

8. Z życia osoby chorej na anoreksję cz. 2




Jak sobie wyobrażałaś anoreksję jako człowieka.?
Anoreksja jako człowiek? Hm.. Kiedyś przybierała postać mentalnej przyjaciółki. W ten czas wydawało mi się, że to ona daje mi siłę do stawiania czoła codzienności. Że to dzięki niej jestem w stanie codziennie rano wstać z łóżka i wypełniać swoje codzienne zadania. Ona mi „pomagała” pozwalając mi żyć od posiłku do posiłku. Cena jaką za to musiałam płacić, była taka, że bezwarunkowo musiałam jej podporządkowywać wszystko co robiłam. Przejęła też władzę nad moimi myślami. Ale pozwalała mi dzięki temu JAKOŚ przetrwać tą zagmatwaną rzeczywistość.

Czy bywały takie dni, gdy jedyne co chciałaś zrobić to umrzeć.? A jeśli tak to dlaczego.?
Myśli o śmierci pojawiały się często. Nasilały się wtedy, gdy całkowicie traciłam kontrolę nad życiem i nie miałam żadnego poczucia wpływu na nie. Czasem wtedy, gdy byłam już po prostu zmęczona walką z chorobą. Albo wtedy, gdy nie wierzyłam w to, że cokolwiek może się zmienić. Myśli o śmierci pojawiały się też wtedy, gdy wydawało mi się, że normalne życie jest dla mnie zbyt trudne, wtedy gdy towarzyszył mi lęk przed dorosłością, od którego choroba bezpiecznie chroniła. Bo anoreksja to w pewnym sensie choroba z lęku przed dorosłym, odpowiedzialnym, samodzielnym życiem.

Kiedy Ana przejęła całkowicie nad Tobą kontrolę.?
Granica między zdrowiem, a chorobą jest cienka. Nie jestem więc w stanie określić, kiedy to „ona” przejęła nade mną kontrolę. Poza tym choroba zasłania ci oczy, aż w końcu w pewnym momencie nie wiesz czy rzeczywiście sama tego chcesz, czy tak naprawdę to już nie ty, tylko twoja choroba. 

Czy Twoi rodzice byli w pełni świadomi, co się z Tobą działo w tamtym okresie.?
Na początku swojej diety dostawałam pozytywne sygnały zwrotne, także od matki. Niemniej nadszedł moment, kiedy dla niej schudłam już za dużo, a dla mnie w ten czas, już było, ciągle zbyt mało. Generalnie nie często był poruszany temat mojego ciała i wagi w ogóle. W mojej rodzinie nigdy nie rozmawiało się o tematach trudnych, tematach tabu. A temat mojej choroby był jednym z nich. Przełom nastąpił, gdy moja matka dostała telefon ze szkoły od mojej wychowawczyni zaniepokojonej moją utratą wagi i wyalienowaniem od reszty klasy. Po tej rozmowie przyszła roztrzęsiona do mojego pokoju, powiedzieć mi o zaistniałej sytuacji. Pamiętam jak siedziałam pod grzejnikiem z nogami podsuniętymi pod brodę. Ona płakała, a ja nie czułam nic. Choroba zdążyła już przerwać moje połączenia mózgu z emocjami. Istniały tylko fakty. Pozbawione emocji. Zaprzeczałam tylko temu, że twierdziła, że jestem chora. Zaprzeczała przez moje usta choroba, bo ja w gdzieś w głębi wiedziałam, że nie jest dobrze. 

Bywałaś agresywna wobec ludzi np. kiedy wmuszali w Ciebie jedzenie.?
W zasadzie nikt nigdy nie wmuszał we mnie jedzenia. Niemniej były ciągłe sugestie, że jem zbyt mało, że mogłabym zjeść trochę więcej… I szczerze powiem, irytowało mnie to równie mocno, jakby ktoś próbował wmusić we mnie jedzenie. Poza tym to, że potrafiłam przeciwstawić się rodzinie i jedzeniu, dawało mi to złudne! poczucie siły i kontroli. Ale to były tylko złudzenia. Tak naprawdę byłam słaba. Choroba w rzeczywistości otworzyła mi oczy, że mimo nieustannie prezentowanej na zewnątrz siły, mam słabości. Że istnieją rzeczy których się boję. Że boję się dorosłości, odpowiedzialności, radzenia sobie bez rodziców, swojej indywidualności, kobiecości i swojej przyszłości. 

Jak często głodowałaś.?
Głodówka. Dziś to słowo wzbudza na mej twarzy sarkastyczny uśmiech na. Jak można głodować? Dziś jem, żeby mieć siłę przeczytać książkę, by moje komórki nerwowe mogły chłonąć informacje przekazywane na wykładzie. Jem, żeby wydajnie pracować w mojej ukochanej bibliotece, jem, żeby mieć siłę jeździć na rowerze.. jak tylko zginie śnieg. 
Głodówki zdarzały się rzadko. Choroba w moim przypadku skupiała się bardziej na godzinach posiłków i ich wartości kalorycznej. Jadłam dokładnie o 7:30, 9, 12:30, 15 i 17:15. Nie mogłam się spóźnić z jakimkolwiek zaplanowanym posiłkiem, bo wtedy nie mogłam go już zjeść. Wtedy „ona” mówiła w mojej głowie, że nie zdążę już spalić tych kalorii do następnego posiłku, a to znaczy, że odłożą mi się one jako wałki tłuszczu, czego panicznie się bałam. 

Czego nauczyła Cię walka z Aną.?
To temat rzeka. A zarazem jeden z tych, który wywołuje ma mojej twarzy taki szeroki i szczery uśmiech! Chyba w tym momencie czuję przede wszystkim dumę i zadowolenie z samej siebie. To daje mi siłę, podbudowuje moje ja i daje PRAWDZIWE (nie złudne!) poczucie kontroli nad własnym życiem. Proces terapii otworzył mi oczy. Zyskałam samoświadomość, której do tej pory nie miałam. Zaczynam się cieszyć ze swojej kobiecości, której kiedyś podświadomie się bałam. Lubię swoje dorosłe życie. Lubię móc dokonywać własnych wyborów. Lubię powrót do ludzi, od których wyobcowała mnie choroba. (…) Terapia nauczyła mnie uważności. Na to co dzieje się tu i teraz. Siedzę właśnie przed ekranem monitora. Spoglądam przez okno i cieszę swoje oczy promykami słońca. Słyszę świergot ptaków i obserwuję poruszających się po ulicy ludzi. Uśmiecha się sama do siebie. Zwolniłam. Kiedyś pędziłam za wszystkim. Wiecznie planowałam. W każdej niemalże chwili snułam plany, na najbliższy dzień, tydzień… Nigdy nie żyłam chwilą, która akurat trwała. A żyjąc przeszłością, albo zamartwiając się przyszłością nie doświadcza się chwili obecnej. Do tej pory miałam poczucie, że życie przecieka mi przez palce. Teraz staram się być bardziej uważna. … Chcę o siebie dbać. Chcę żyć! Chcę cieszyć się, spotykać z przyjaciółmi, chcę uczyć się, by dotrzeć tam dokąd zmierzam – chcę być psychoterapeutą specjalizującym się w zaburzeniach odżywiania. CHCĘ! I cieszę się, że mogę chcieć. Bo kiedyś choroba nie pozwalała mi chcieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz